Witam...
Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem co się ze mną dzieje, choć jestem świadoma, że to do niczego dobrego nie prowadzi...
Mam 26lat, wszystko się zaczęło w podstawówce, potem problemy się nasilały... Będąc w podstawówce ciągle mi dokuczano, błahy powód - odstające uszy, byłam przez to wyśmiewana, wyzywana. Zawsze byłam punktem na którym skupiano uwagę... w celu wyśmiewania. W gimnazjum miałam swoją paczkę przyjaciółek, jednak wśród nich zostałam tą z której można się wyśmiewać, której można dokuczać.. Zostałam sama. Od okresu dorastania mój starszy brat mnie poniżał psychicznie, rodzice wiecznie powtarzali, że nikt ze mną nie wytrzyma. Był czas, że wyjście z kolegą było odbierane przez tatę jako... że każde spotkanie kończy się stosunkiem i odpowiednio mnie do tego nazywał.
Zawsze miałam problemy z nauką, więc w gimnazjum biłam się po twarzy...za karę, że nie jestem w stanie się nauczyć. W liceum przy każdym niepowodzeniu... uderzałam ręką w ścianę, musiałam czuć ból... tłumaczyłam sobie, że dobrze robie, bo przynajmniej nikogo nie ranię. Nie chciałam ranić tak jak mnie raniono...
Gdy miałam 18lat zginął człowiek, z którym pokłóciłam się 2h przed jego śmiercią... Od tamtej pory przy większych niepowodzeniach miałam myśli samobójcze. Teraz wystarczy kłótnia z chłopakiem, żebym popadała w taki stan......
W wieku 19-22l. pogubiłam się... Mam sobie wiele za złe, wiem, że zawiniłam... nie potrafię sobie wybaczyć swojego zachowania. Następnie przeszłam odrzucenie przez rodziców (choć tutaj już wszystko się układa). Obecnie czuję się bezsilna, każdy problem nawet małej rangi traktuję jako koniec Świata. Chociaż jestem tego świadoma to w danym momencie uniesienia nie potrafię nad tym zapanować. Czuję się niewartościowa, niepewna siebie, niezadowolona ze swojego życia. Mam cudownego chłopaka, ale wiem, że swoim zachowaniem go ranię...
Proszę o poradę...bo ja nie wiem co mam ze sobą robić i gdzie się podziać..
