Witam,
piszę w sprawie problemu który dotyczy mojego chłopaka i mnie po części. Mam 22 lata, on 24. Najpierw zarysuję sytuację: W maju roku temu mój chłopak stracił tatę w wyniku choroby, był obecny w chwili jego śmierci a jego mama która opiekowała się ojcem, chciała popełnić samobójstwo. Od tamtego czasu pojawiło się wiele problemów. Wiedziałam że bedzie ciężko przejść mu przez okres żałoby, dużo płakał, mało się odzywał, stracił kompletnie wtedy ochotę na cokolwiek. Trwało to jakiś miesiąc, później miał chwilowe zawachanie uczuciowe dotyczące mnie i jego byłej dziewczyny do której jak wtedy tłuamczył coś czuł (my jesteśmy w związku ponad 4 lata). Stwierdziliśmy ze chyba trzeba poukładać sobie sprawy sercowe i zdecydowałam się na wyprowadzkę na tydzień, dwa. W tym czasie Piotrek bardzo dużo pił, twierdził, że musi się odbić od dna i sobie coś poukładać w głowie. Już wtedy starałam się mu przetłumaczyć, że picie do niczego nie prowadzi. Dodam tylko, że jeszcze przed tym jak się poznaliśmy miał dość poważne problemy z nadużywaniem narkotyków, zawalił szkołę przez to i leczył się farmakologicznie oraz chodził na terapię. Tej sprawy nie będę szczegółowo omawiała bo już myślę, że jest to wszystko za nami a nie chodzi mi o problemy uczuciowe tylko o podejrzenie co do problemu z chłopakiem. W tej chwili jeśli chodzi o jego nastrój i zachowanie, jest ogólnie o wiele lepiej, czasami zdażą się chwilowe dołki ale zawsze staram się pomóc, rozmawiam z nim, przytulam, proponowałam mu terapię ale on twierdził, że jest wszystko okej. Niestety ja widzę, że nie jest okej, bardzo często pije piwo (dwa lub trzy, momentami prawie co dzień albo 5 razy w tygodniu), twierdzi że lubi i jest zmęczony po pracy i to go uspokaja. Cały czas proszę, mówię, nawet krzyczę żeby tyle nie pił ale on zawsze mówi "daj spokój, przeciez nic się nie dzieje". I zawsze mi obiecuje że tego nie będzie robił tak często ale zawsze mnie okłamuje bo jak wraca przede mną, często wypija dwa bardzo mocne piwa i je wyrzuca albo chowa gdzieś puszki. Ale za zawsze wyczuwam kiedy pił i w dodatku znajduje albo paragon albo zachomikowane gdzieś puszki albo zasypia o godzinie 19tej (!!!!). Piotrek nie upija się do nieprzytomności, pije po dwa piwa ale bardzo bardzo często, ja nie pijam praktycznie wcale alkocholu. Wczoraj gdy przyszłam z pracy czułam od niego piwo, oczywiście się wyparł i jeszcze stwierdził, że to ja robie problemy i mu coś wmawiam, dość wcześnie zasnął więc ja zaczęłam szukac albo paragonu albo puszek, znalazłam paragon, kupił dwa bardzo mocne a dodatkowo znalazłam ok 10ciu puszek schowanych w jakimś kartonie a tydzien temu znalazłam paragon po kupionym w aptece leku na katar (z DXM więc wiem że jak się zażyje to są efekty narkotyczne). Już wtedy mieliśmy bardzo poważną rozmowę, znów obiecał że nie będzie itp itd. Wiem, że to że mu coś przeszukuję jest złe, że sprawdzałam kiedyś prawie co dzien jego telefon kiedy spał, ale jak ja mam temu człowiekowi ufać? kiedy mi mówi: Obiecuję, że jutro nie będę pił czy cokolwiek a zawsze jest tak samo...? jak wczoraj znalazłam schowanych kilka puszek i małą butelkę po wódce, nie wiedziałam co mam robić, poszłam na noc do siostry. Już po prostu nie mam sił psychicznych... sama mam problemy, mój tata ma problemy psychiczne od kilkunastu lat, w dodatku zaczął pić w święta i do wszystko mnie dobija... Wczoraj mój do mnie napisał, że go zostawiłam samego, że oprócz mnie nie ma nic i że to ja mu jakby tym wyjściem z domu dałam możliwość napicia się i udowodnienia że nic innego mu nie zostaje itp. Wiem, że nie pił więcej bo nie miał za co. Później do mnie napisal że nie radzi sobie ze sobą, że chce być lepszy ale że choćby nie wie jak często mi obiecywał poprawę to jakaś cześć jego która na to nie pozwala. Ja mam ciężki charakter, jak się denerwuję to bardzo często krzyczę, ja jestem bezsilna - płaczę. Nie mogę poradzić sobie już z tym wszystkim, nie wiem jak ja mam pomóc, co jeszcze mogę zrobić, dobrze wiem że on powinien coś zrobić ale proponowałam mu terapię i za każdym razem mówił, że nie portzebuje albo, że musi sam coś zrobić. Ja jestem za tym, żeby poszedł na terapię albo chociaż spotkanie z psychoterapeutą, boje się że wpadnie w uzależnienie, boję się że ma depresję, on nie często chce ze mną rozmawiać, co dzien pytam jak się czuje, proponuję często pójście do kina ale on nie chce... Proszę o poradę, co ja powinnam zrobić jeszcze oraz jak przekonać go że terapia bardzo mu się przyda i pomoże. I przepraszam za to, że aż tak szczegółowo opisałam problem i być może nie do końca poprawnie jeśli chodzi o język.
